Kochać kogoś to znaczy czekać na niego wiedząc, że i tak nie przyjdzie.

Czekałam na ten moment, kiedy popatrzy na mnie innymi oczami niż na dziewczynę, którą po prostu mija na ulicy. Czekałam na chociaż jeden jego uśmiech przeznaczony tylko dla mnie. Czekałam na słowa, które sprawiłby, że moje serce zabiło by mi szybciej… Imponował mi. Był ode mnie starszy, taki tajemniczy. W letnie wieczory grał nad jeziorem na gitarze i wpatrywał się w gwiazdy.. Czasami uciekał przed policją i chował się w sklepie moich rodziców, aby tylko go nie złapali. A ja czekałam.. czekałam, aż pojawię się w jego świecie jako dziewczyna, a nie jako bezimienna postać, która czasami wejdzie mu w drogę. Aż w pewnym momencie przestałam czekać. Pogodziłam się z tym, że dla niego nie istnieję. Nie zna mnie, nigdy nie pozna… nie będzie pamiętał. Wszystkie uczucia schowałam głęboko na dnie serca, uśpiłam je…
Jednak przed tym nie da się uciec. Nie ważne, jak daleko bym biegła i tak przeszłość mnie dopadła. Zapach alkoholu unosił się w całym domu. A on patrzył na mnie smutnymi oczami mówiąc, że istniałam w jego świecie… tylko, że nie miał na tyle odwagi, aby tak po prostu do mnie podejść. W mojej głowie pojawiły się pytania.. dlaczego tak się stało? Dlaczego ja mam męża i dwoje dzieci, a on cierpi właśnie po rozstaniu z żoną. Dlaczego ja każdego dnia się oszukuję, że kocham tego człowieka, który leży obok mnie w łóżku. A on topi smutki w alkoholu i tęskni za córką…
Sama nie wiem, w którym momencie znalazłam się na jego kolanach. Poczułam tą upragnioną bliskość sprzed lat. Poczułam zapach papierosów, ale pachniał inaczej niż mój mąż… Sama nie wiem, kiedy moje wargi złączyły się z jego wargami, a zaraz potem przeszło przeze mnie poczucie winy. Nie mogłam tego zrobić. On był przyjacielem mojego męża… każde z nas miało swoje własne życie. Patrzyłam w jego ciemne oczy i zobaczyłam w nich smutek, który odbił się w moich tęczówkach. Może zakochałam się jako nastolatka. Może była to szczeniacka miłość… ale chyba tak naprawdę nigdy nie przestałam czekać na ten jeden uśmiech, który w tym momencie do mnie skierował. Tylko dlaczego to wszystko musiało być takie trudne..OLYMPUS DIGITAL CAMERA :) Ale to nic nie znaczy c: Małe Blizny..

Czy wierzysz w to, że można zakochać się w osobie poznanej przez internet, bez żadnego spotkania? Uzasadnij, proszę.‎

Wierze… mozna i to bardzo. Mozna nawet nie tyle co sie zakochac, a nawet pokochac. Sa rozne opinie na ten temat, kazdy ma swoje zdanie, ale nikt kto tego uczucia nie doswiadczyl nie zrozumie. Jak mozna pokochac osobe, ktorej nigdy sie nie widzialo? A jak zakochuja sie niewidomi? Zakochuja sie w osobie a nie wygladzie. I tak samo jest tutaj, nie wazne jest to jak ta osoba wyglada, nie wiemy jak zachowuje sie w towarzystwie, wiemy tylko jaka jest dla nas. Zakochujemy sie w charakterze, co czyni to uczucie jeszcze bardziej prawdziwym i silniejszym. Fakt, nie mamy pewnosci co do tego jaka ta osoba jest na prawde, dlatego zakochujemy sie w kims kogo ta osoba stworzyla, zakochujemy sie tak silnie, ze przestajemy patrzec na zdrowy rozsadek, zaczynamy ufac i wierzyc, a wlasciwie to chcemy wierzyc, nie tylko w prawdziwosc slow ale w prawdziwosc uczuc. Przestajemy dostrzegac realia, ze moze ktos probuje nas oszukac, wykorzystac, ze moze za jakis czas zniknie pozostawiajac ogromna pustke, ktora moze nigdy nie zostac do konca wypelniona. Dlatego wierzymy, bo boimy sie zawiesc. Marzymy o spotkaniu, liczymu na nie, chcemy poczuc zapach, dotyk, bliskosc, spojrzec w oczy, posmakowac ust. Poczuc obecenosc, bezpieczenstwo, a przede wszyskim milosc, prawdziwosc slow „kocham cie”. Tak bardzo tego pragniemy, ze zaczynamy dostrzegac to w rzeczywistosci, zaczynamy wierzyc w to co niemozliwe, a nawet niemozliwego doswiadczac. Tak na prawde nie wazne jest to ile kilometrow dzieli te 2 osoby, nie wazne jest to czy wczesniej te osoby sie poznaly, liczy sie to cos, to co moja w sercach, bo skoro poznaly sie i nie wazne czy to przez internet czy w szkole, na ulicy to znaczy, ze los przyciagnal wlasnie te dwie osoby do siebie, jesli maja sie spotkac to sie spotkaja predzej czy pozniej. Bo taka jest wlasnie milosc, nie daje nam wyboru, decyduje sama. Czy taki zwiazek moze przetrwac? Moze tak dlugo dopoki te dwie osoby siebie pragna, tesknia za soba i sa wstanie przebyc setki kilometrow by choc na chwile zobaczyc usmiech drugiej polwki. Jesli tylko uczucie jest prawdziwe moze trwac wiecznie. Jest to trudne, bo wiaze ze soba ogromne zaufanie, ale mozliwe, a nawet niesamowite i choc ciagnie za soba bol to potrafi byc piekne…

111

Chłopak z autobusu – opowieść .

To jest chłopak, który zatrzymuje mój autobus. Chłopak, który ma szaro-niebieskie oczy, czyste jak jezioro w którym pływają dzieci. Siada ze swoim przyjacielem, śmieje się dużo z małych rzeczy. A kiedy jego przyjaciel jest cichy, patrzy przez okno. Siedzę dwa siedzenia za nim i myślę, że jest piękny.
To jest chłopak, który każdego ranka zatrzymuje mój autobus o 7 rano. Siada ze swoim przyjacielem i pusto się do niego uśmiecha. I ubiera długie rękawy w środku lata. Siedzę dwa siedzenia za nim i myślę, że jest piękny.
To jest chłopak, który zatrzymuje mój autobus. Chłopak który ma szaro-niebieskie oczy, czyste jak jezioro w którym pływają dzieci, w zimie. Siada ze swoim przyjacielem i gapi się w kolana. a kiedy jego przyjaciel powie coś zabawnego, on się nie śmieje. Siedzę dwa siedzenie za nim i myślę że jest piękny.
To był chłopak, który zatrzymywał mój autobus. Chłopak, który został znaleziony przez swoich rodziców, po tym jak się zastrzelił. Napisał list do swoich przyjaciół i napisał im, że ich kochał. Napisał list do swoich rodziców mówiąc, że przeprasza.. I napisał list do smutnej dziewczyny. która siedziała dwa siedzenia za nim w autobusie, i powiedział jej że jest piękna..

 

 

„Najładniej uśmiechają się Ci, którzy najbardziej cierpią. Najpiękniejsze oczy moją Ci, którzy najwięcej płaczą. Najlepiej słuchają Ci, których nikt nie słucha. Najwięcej marzą Ci, którzy najwięcej stracili. Najlepiej przytulają Ci, którzy za kimś tęsknią. ”

 

 

11

Uczucie zżerające od środka.

To uczucie wchodzi we mnie niczym mały robak do zdrowego, pięknego jabłka, które rośnie na drzewie. Ma przed sobą tyle marzeń, tyle snów i wszystko wydaje się być takie realne i proste… do momentu, kiedy robak zaczyna wyniszczać wszystko od środka. Na początku jakby trochę nieśmiało, delikatnie. Zupełnie jakby nie chciał, aby ktokolwiek zauważył, że on tam jest… ale rośnie w siłę i czuje się co raz bardziej pewny. Powoli gubi marzenia, sny, plany, a rzeczywistość staje się co raz bardziej trudna. Jabłko powoli marnieje, staje się kruche, brzydkie i upada samotnie na ziemię… nie ma już przed sobą żadnych planów, marzeń, bo tak naprawdę wszystko zostało zabrane… przez robaka. Można usłyszeć tylko pusty śmiech, bo to jabłko nigdy nie było tym kim chciało zostać… zawsze się trochę różniło, może było za bardzo delikatne?
Ja czasami właśnie tak się czuję. Poczucie, że tak naprawdę nie pasuję do tego świata weszło do mnie tak powoli. Na początku starałam się z nim walczyć. Przecież robiłam wszystko, aby stać się taka jak cała reszta, ubierać się tak samo, myśleć, chodzić w te same miejsca i spotykać się z tymi samymi ludźmi. Oglądać te same filmy i słuchać tej samej muzyki, ale nie mogłam… aż może w końcu upadłam z tego drzewa i mam teraz świadomość, że tak naprawdę nigdy nie będę tym kim pragnę.
Nawet całkiem tak niedawno temu pisałam tu, że marzę o tym, aby spotkać mężczyznę swojego życia, zakochać się, urodzić dziecko i zamknąć się w domu z pieluchami i tym mężczyzną. Pisałam, że wtedy osiągnę pełnię szczęśliwa, ale nie… zrozumiałam, że ja tak naprawdę tego nie pragnę. To wszystko zostało narzucone mi poprzez moje konserwatywne środowisko. Ciotki, które ciągle pytają się o mojego chłopaka, matka, która w sumie już odlicza czas do pojawienia się wnuka. Pytania ojca czy kogoś mam… teksty koleżanek i ich opowiadanie o swoich partnerach. Tylko, że to nie jest mój świat, a ja pragnę iść inną drogą. Oddać się sztuce i tak naprawdę tylko z nią żyć. Mieć jedynie przy sobie bratnią duszę, z którą będę leżała w łóżku, paliła kolejnego papierosa, a w ustach czuła smak alkoholu. Wiem, brzmi to tak jakbym marzyła o tym, żeby się stoczyć… Ty…  nigdy nie będziesz prowadziła takiego życia… to uczucie zżera mnie od środka… poczucie, że tak naprawdę przegrałam swoje życie.

 

tumblr_n6ntaml24I1ri55nco1_400

Czemu tak ważni są przyjaciele.

Miała długie słomiane włosy, za którymi się chowałam, kiedy nie chciałam opowiadać o tych samych problemach, co wczoraj. Pachniały cytrusami, a latem truskawkami, bo zajadała się nimi dniami i nocami, podczas telefonicznych rozmów oraz ponownego oglądania Harry’ego Pottera albo Władcy Pierścieni. Jej nogi miały długość całej mnie, ramiona była w stanie objąć mnie dwukrotnie, tulić tak całą wieczność, jeśli tego potrzebowałam. Często przeklinała, wkładając i wyciągając papierosa z wąskich malinowych ust, a przy tym wymachując energicznie dłońmi. Zawsze coś potłukła. Wtedy jej język stawał się jeszcze bardziej ostry. Nie znosiła chwil, kiedy śmiałam się z niej, lecz zawsze wybaczała, opierając twarz na zaciśniętych lekko pięściach. Nie rozumiała, co to jest spalony, ani mojej ogólnej fascynacji piłką nożną, za to cierpliwie znosiła ten okres, niekiedy komentując kolorystykę koszulek i inne zabawne rzeczy. Razem dużo pływałyśmy, podtapiając się nawzajem. Ludzie spoglądali na nas z zaskoczeniem, które mieszało się z przerażeniem. Myśleli, że jedna chce zabić drugą. O wiele się nie mylili. Wpychałyśmy się nawzajem pod samochody, skakałyśmy, by dosięgnąć drogowskazów. Ona sięgała. Ja nie. Próbowała dla mnie słuchać Kurta i Jimiego, a ja starałam się przestawić na rap, chociaż nie było to tak łatwe, jakby mogło się wydawać. Po pewnym czasie odkryłam niezwykłe pokłady piękna w tych tekstach, a ona zakochała się w urokach mrukliwych rockowych basów. Rzucałyśmy popcornem w kinie, kiedy film nam się nie podobał, bawiłyśmy się włosami widzów przed nami, nieświadomie stając się jeszcze bardziej infantylne. Ona chciała być już dorosła, jednocześnie pozostając przy mnie. Pokochałam ją całym sercem za odstające uszy i chrapanie przez słuchawkę, szpinak między zębami i kadzidełka porozstawiane na wszystkich możliwych półkach. Nigdy nie oczekiwałam od niej bycia idealną przyjaciółką. Z czasem jej wady stały się definicją tego, czego potrzebowałam najbardziej.

3

Otrzymując od losu dar wiecznej młodości…

Czymże by była młodość, czymże by było życie, bez osób, które przypisują sens i przede wszystkim wartość przeżywania każdego kolejnego dnia przez Nas, cieszenia się z drobnych rzeczy i codziennego uśmiechu.
Czymże by było przeżywanie chwil i tworzenie wspomnień, bez tych najważniejszych dla Nas osób.
Nie chciałabym żyć wiecznie, jeśli musiałabym patrzeć na śmierć i cierpienie najcenniejszych mi osób i znosić ich ból jedynie, wewnątrz, bo na jakąkolwiek pomoc by było stanowczo za późno.
Chciałabym w przyszłości wziąć za dłoń osobę, która spędziłaby ze mną całe życie, jako zmęczona życiem babcia z wieloma zmarszczkami na twarzy, pójść z Nim do miejsc, które łączyłyby się z Naszą przeszłością i odtwarzać wszystkie wspomnienia z dawnych czasów, tyle że kilkanaście lat później.
Chciałabym bardzo przeżywać upływające lata i nadchodzącą starość z Nim. Chciałabym się dzielić moim cierpieniem i bólem, jak i zarówno szczęściem i radością z osobami, które by były ze mną. Chciałabym przeżywać starość z najważniejszą dla mnie osobą, czuć to, co czułby On. Żebyśmy wspierali się wzajemnie, niosąc sobie codziennie bezwarunkową pomoc, lecz w sercach ciągle czuli tą nastoletnią miłość i pożądanie.
Nie chciałabym otrzymać wiecznej młodości, bo w przyszłości, to ja ustąpię komuś miejsca, by ktoś mógł je zająć. W przyszłości to ja umrę, by ktoś mógł się narodzić.lkjhg

Wszyscy wypowiadają się na temat samobójców. Czas na mnie.

Niestety, dość niedawno sama mogłam się tak nazwać, a dokładnie to niedoszłym samobójcą – na szczęście. Także ten temat jest mi dość znany i bliski.
‚wiesz za co najbardziej dziękuje Bogu ? za to że żyję. bo nieraz były takie momenty, że przeklinałam życie robiąc wszystko by zniknąć na zawsze.’
Według mnie osoba, która myśli o śmierci, o życiu – ale po tamtej stronie, to nie osoba, która jest tchórzliwa, którą często określamy – ‚bez rozumu, bez perspektyw, bez mądrości życiowej, po prostu idiota – bo niby jak ktoś tak mógł postąpić’ – mylimy bardzo często wyrażenia. Nie znamy danej osoby, nie znamy sytuacji, ale oceniamy – po co ? Ja jedynie taką osobę nazwała bym osobą bezsilną i bezradną.
Dlaczego.
Często nazywamy takim określeniem noworodka, małe dziecko, które nie potrafi jeszcze chodzić, które nie potrafi samo się nakarmić, które nie potrafi mówić – właśnie, to oto dziecko, pokazuje swoje uczucia poprzez płacz. Mała/Mały lekko zakrupi, pomarudzi mama już jest obok. Gdy zapłacze – mama weźmie na ręce i utuli. Każdy z Nas jest dzieckiem, każdy z Nas potrzebuje zrozumienia, potrzebuje przytulenia, ale przede wszystkim obecności i miłości – o której tak często zapominamy. Osoba, która cierpi, która nie potrafi uporać się z danym problemem zazwyczaj nie mówi o tym każdemu – szuka jedynie osoby, która zwróciła by na nią chociaż jakąkolwiek uwagę – tą choćby najmniejszą. A my wtedy ukierunkowujemy się przeciwnie – unikamy Jej uznając, że nie potrafimy danej osobie pomóc. Odchodzimy, mimo że woła o pomoc. Osoba dorosła nie wyciągnie rąk w Naszą stronę jak małe dziecko, to my powinniśmy tą dłoń wyciągnąć do Niej, ale często tego nie robimy – tak jest prościej. Samobójca nie cierpi na zewnątrz, ale wewnątrz. Chowa uczucia w środku, stymuluje je każdego dnia, a jeśli nie ma przy Nim nikogo – te uczucia w końcu nabierają efektu końcowego – decyzji o śmierci.
Spotykam się często ze śmiercią młodych osób, śmiercią samobójczą. Niektórzy twierdzą, że były to młode osoby, nastolatkowie więc ludzie tłumaczą to jako ‚głupota, małostkowe i młodzieńcze myślenie’ – a gdzie oni wtedy byli? Z własnego doświadczenia wiem, że dorośli często unikają oznak bólu i cierpienia u swoich dzieci. Tłumaczą, że to pierwsza miłość, całe życie przed Nami. Właśnie pierwsza, ale dla Nas na tą chwilę – najważniejsza.
Mogłabym mówić dużo na ten temat, ale to nie ze mną rozmawiać. Uważam, że osoby dorosłe powinny cofnąć się do młodzieńczych lat i przypomnieć sobie, co wtedy czuli, może wtedy by się nie bali rozmawiać ze swoimi dziećmi.
W tym świecie jest brak jakiegokolwiek zrozumienia, jakiegokolwiek wsparcia i empatii – tyle mam do powiedzenia.indeks

Przyjaźń wydłuża życie

Jestem pewna, że przyjaźń przedłuża życie. A to dlatego, że większości problemów nie musimy przeżywać sami, możemy się przed kimś wygadać, wyżalić. Mniej energii zużywamy na walkę. Jeśli ktoś idzie przez życie sam, wymaga to od niego większego wysiłku. A kiedy poczuje się gorzej, nikt nie poniesie mu plecaka, nie poda kubka wody…(…) W przyjaźni obowiązuje szczerość, a nie manipulacja, omijanie problemów. To jest relacja, w której nie ma miejsca na wzajemny lęk.”
(Ewa Woydyłło)

Przyjaźń… Czasem tak sobie myślę, że przyjaźni nie czuje się wyraźnie dopóki nie ma takiej potrzeby. Czasem można być daleko od siebie, bardzo daleko, a jednak kiedy upada się lub wznosi z radością do chmur, potrzebny jest przyjaciel. Właściwie przyjaźń to najważniejsze co jest człowiekowi w życiu potrzebne. Nie ma prawdziwej trwałej miłości u której podnóża nie ma przyjaźni, ale miłość to inne uczucie. Przyjaźń jest czymś rzadkim a jednocześnie najwartościowszym w życiu. Wierzę w przyjaźń między mężczyzną i kobietą, wierzę w przyjaźń między kobietami. Wierzę, bo wiem, przeżywam i doświadczam. To prawda, że są w życiu takie chwile, w których człowiek ma ochotę uciec na bezludną wyspę i nie widzieć ludzi, nikogo. Tak, są takie chwile, ale one mijają. Zwyczajnie, trzeba w życiu ograniczyć do minimum spotykanie ludzi, z którymi nam nie po drodze. Szkoda czasu na znajomości z musu, bo tak wypada, bo powinno się itd. Życie jest zbyt krótkie by rozmieniać czas na drobne. Dlatego cieszę się, że mogę powiedzieć o kimś „moja przyjaciółka”.

***
przyjacielowi
można powiedzieć wszystko
nawet najgorszą prawdę
bo w przyjaźni nie ma miejsca
na wzajemny lęk
lżej iść przez życie
kiedy można
pośmieć się i popłakać razem
osobno choć blisko
przyjacielowi można życzyć
szczęścia całkowitego
bez podtekstów i zobowiązań
tak po prostu czysto
i prosto z serca
przyjacielowi
dziękuje się
tak po prostu
że jest…
656565

Czego nienawidzisz u ludzi?‎

• Nienawidzę tego, że są tak nietolerancyjni. Jak można wyśmiać innego człowieka tylko dlatego, że czymś się wyróżnia w tłumie? Przecież to chore. A osoby o innym kolorze skóry? Czym sobie zawiniły, że niejednokrotnie są wyzywane? Ludzie o innej wierze? Ludzie o innej orientacji seksualnej? To ich życie. Dlaczego ktoś potrafi się z nich śmiać przez takie coś? Dla mnie to nie jest normalnie. Przecież każdy powinien oceniać innych po tym co ma w sercu a nie po tym jak wygląda czy do kogo się modli.
• Nienawidzę tego, że są tak fałszywi.Jak można mówić komuś, że się go lubi i w ogóle a za plecami go wyśmiewać z innymi? To beznadziejne. A później się wszyscy dziwią, że tacy ludzie nie potrafią już zaufać tak jak kiedyś. Nie łatwiej porozmawiać z taką osobą szczerze? Powiedzieć jej, że wcale nie ma się ochoty spędzać z nią tak dużo czasu. Zaboli, ale na pewno mniej niż świadomość, wyśmiewa się tą osobę za plecami.
• Nienawidzę ludzi, którzy decydują się na „wychowanie” dzieci skoro wcale nie są na to gotowi. Czy oni nie widzą, że tylko tym wyrządzają dziecku krzywdę? Co z tego wychodzi? Nienawiść do dziecka, obwinianie go o to, że się pojawiło i zniszczyło ich związek a nawet i patologia. Jak można uderzyć swoje dziecko? Nie rozumiem tego.
• Nienawidzę ludzi, którzy uważają się za kogoś lepszego tylko dlatego, że mają pieniądze. One nie czynią z nas nikogo lepszego przecież. Wszyscy jesteśmy tacy sami. Liczy się to co mamy w sercu. To po tym można poznać wartość człowieka.
• Nienawidzę tego, że są tak bezlitośni. Potrafią ranić i słowami i czynami. Jak można kogoś uderzyć? Jak można znęcać się nad słabszymi?
• Nienawidzę tego, że nie raz są tak niewdzięczni. Uważają, że im się wszystko należy i nawet głupiego „dziękuję” nie potrafią powiedzieć.
• Nienawidzę tego, że nie patrzą na serce drugiego człowieka tylko na jego wygląd.
• Nienawidzę tego, że potrafią obgadywać wszystkich dookoła a swoich wad nie potrafią dostrzec.
• Nienawidzę gdy człowiek bawi się uczuciami innych. Przecież ludzie to nie zabawki! Nie zapominajmy o tym.
• Nienawidzę tego, że w ludziach zanika jakakolwiek wrażliwość na krzywdę innych. To przecież nie doprowadzi do niczego dobrego.
• Nienawidzę tego, że tak często pozwalają abyśmy się do nich przywiązali a później odchodzą.
• Nienawidzę gdy ktoś wymyśla sobie wielkie problemy i choroby psychiczne. To wcale nie jest zabawa. Z głupoty uzależnicie się od żyletki i będziecie mieli zniszczone ciało do końca życia.. No, ale przecież nikt mnie nie posłucha. Ale mam takie pytanie do wszystkich, którzy się tną przez nudzę i wymyślone problemy. Zastanawialiście się kiedyś nad tym, że osoby, które mają powody do samookaleczania się, patrząc na Was mogą poczuć się troszkę urażone? Wiem, że niektórych boli to. A szczególnie wtedy, że przez Was osoby z problemami są wyśmiewane bo z góry jest założone, że i oni tną się dla szpanu czy wymyślają sobie problemy01qad.

Opisz mi swój wymarzony świat.‎

Wymarzony Świat!
To całkiem fajna sprawa.
Świat bez bólu,smutku, cierpienia, wyzwisk, ran, kłótni, fałszywych ludzi, zboczeńców, gwałcicieli, tragedii, śmierci.
Przenoszę Was w krainę moich marzeń!
Płyniemy drewnianą łódka,którą lekko odpychają strumienie wody.Płyniemy.
Płyniemy w stronę marzeń.
Widzimy mały domek, w domku szczęśliwą rodzinę spożywającą posiłek.Co najważniejsze szczęśliwą rodzinę.
Po drodze ku naszym marzeniom napotykamy nadzieję.
Nadzieję,która w nas wierzy, która daje nam siłę, by wierzyć w lepsze jutro.
Tak, a teraz po przytulasku!
To ciepło!Ah…
Nadzieja odprowadza nas na zieloną łąkę, pełną różnego rodzaju kwiatów,ziół.
Wyciąga rękę. Opuszkami palców dotyka nieba.
Rozsypuję wokół nas pył.Ni to pyłek kwiatów, ni ziół.
Unosimy się!Widzisz widzisz! To przecież my!
Stacja:Dzieciństwo.
Zza drzwi wysuwa się nos mamy.
„Jak ty wyglądasz!?Marsz do łazienki”,”Chodź do domu,już koniec na dzisiaj!”.
Zajadasz masę kanapek, popijając jedzenie ciepłym mlekiem, prosto od krowy.
Kładziesz się spać.
Mamusia wyciąga twoją ulubioną książeczkę, którą znasz na pamięć, jednak uwielbiasz jej treść.
Słyszysz przy tym głos osoby,którą tak bardzo kochasz. Czy to nie piękne?
W końcu zasypiasz.
Widzisz to światełko?! Bo ja tak!To tam na końcu!Widzisz?
Wyruszamy w stronę światła.
Zamykamy oczy.Przenosimy się tam.Tam gdzie mieszkają szczęśliwe duszę.
Słyszysz gołębie. Pojawiają się znikąd .Ciągną nas za białe szaty,lekko unosząc nad ziemią.
Coraz wyżej,pierzaste chmury. Nabieram je na dłonie,zachowuję,bo myślę,że wrócę.
Po chwili widzisz ich, tych, których tam na dole nie ma.
Babcia.Dziadek. Ciocia. Mama. Tata. Wujek. Siostra. Brat.
Tęskniłe(a)ś?
Bo ja bardzo!
Wiesz ja tu zostaję!Nie wiem jak ty.
Odpowiadasz”Wracam”.
Pamiętaj, że będę na Ciebie czekać, tu w krainie wiecznej szczęśliwości.
Nie zapomnij!
„Nie zapomnę!”
Żegnaj! yt