Czemu tak ważni są przyjaciele.

Miała długie słomiane włosy, za którymi się chowałam, kiedy nie chciałam opowiadać o tych samych problemach, co wczoraj. Pachniały cytrusami, a latem truskawkami, bo zajadała się nimi dniami i nocami, podczas telefonicznych rozmów oraz ponownego oglądania Harry’ego Pottera albo Władcy Pierścieni. Jej nogi miały długość całej mnie, ramiona była w stanie objąć mnie dwukrotnie, tulić tak całą wieczność, jeśli tego potrzebowałam. Często przeklinała, wkładając i wyciągając papierosa z wąskich malinowych ust, a przy tym wymachując energicznie dłońmi. Zawsze coś potłukła. Wtedy jej język stawał się jeszcze bardziej ostry. Nie znosiła chwil, kiedy śmiałam się z niej, lecz zawsze wybaczała, opierając twarz na zaciśniętych lekko pięściach. Nie rozumiała, co to jest spalony, ani mojej ogólnej fascynacji piłką nożną, za to cierpliwie znosiła ten okres, niekiedy komentując kolorystykę koszulek i inne zabawne rzeczy. Razem dużo pływałyśmy, podtapiając się nawzajem. Ludzie spoglądali na nas z zaskoczeniem, które mieszało się z przerażeniem. Myśleli, że jedna chce zabić drugą. O wiele się nie mylili. Wpychałyśmy się nawzajem pod samochody, skakałyśmy, by dosięgnąć drogowskazów. Ona sięgała. Ja nie. Próbowała dla mnie słuchać Kurta i Jimiego, a ja starałam się przestawić na rap, chociaż nie było to tak łatwe, jakby mogło się wydawać. Po pewnym czasie odkryłam niezwykłe pokłady piękna w tych tekstach, a ona zakochała się w urokach mrukliwych rockowych basów. Rzucałyśmy popcornem w kinie, kiedy film nam się nie podobał, bawiłyśmy się włosami widzów przed nami, nieświadomie stając się jeszcze bardziej infantylne. Ona chciała być już dorosła, jednocześnie pozostając przy mnie. Pokochałam ją całym sercem za odstające uszy i chrapanie przez słuchawkę, szpinak między zębami i kadzidełka porozstawiane na wszystkich możliwych półkach. Nigdy nie oczekiwałam od niej bycia idealną przyjaciółką. Z czasem jej wady stały się definicją tego, czego potrzebowałam najbardziej.

3

Wszyscy wypowiadają się na temat samobójców. Czas na mnie.

Niestety, dość niedawno sama mogłam się tak nazwać, a dokładnie to niedoszłym samobójcą – na szczęście. Także ten temat jest mi dość znany i bliski.
‚wiesz za co najbardziej dziękuje Bogu ? za to że żyję. bo nieraz były takie momenty, że przeklinałam życie robiąc wszystko by zniknąć na zawsze.’
Według mnie osoba, która myśli o śmierci, o życiu – ale po tamtej stronie, to nie osoba, która jest tchórzliwa, którą często określamy – ‚bez rozumu, bez perspektyw, bez mądrości życiowej, po prostu idiota – bo niby jak ktoś tak mógł postąpić’ – mylimy bardzo często wyrażenia. Nie znamy danej osoby, nie znamy sytuacji, ale oceniamy – po co ? Ja jedynie taką osobę nazwała bym osobą bezsilną i bezradną.
Dlaczego.
Często nazywamy takim określeniem noworodka, małe dziecko, które nie potrafi jeszcze chodzić, które nie potrafi samo się nakarmić, które nie potrafi mówić – właśnie, to oto dziecko, pokazuje swoje uczucia poprzez płacz. Mała/Mały lekko zakrupi, pomarudzi mama już jest obok. Gdy zapłacze – mama weźmie na ręce i utuli. Każdy z Nas jest dzieckiem, każdy z Nas potrzebuje zrozumienia, potrzebuje przytulenia, ale przede wszystkim obecności i miłości – o której tak często zapominamy. Osoba, która cierpi, która nie potrafi uporać się z danym problemem zazwyczaj nie mówi o tym każdemu – szuka jedynie osoby, która zwróciła by na nią chociaż jakąkolwiek uwagę – tą choćby najmniejszą. A my wtedy ukierunkowujemy się przeciwnie – unikamy Jej uznając, że nie potrafimy danej osobie pomóc. Odchodzimy, mimo że woła o pomoc. Osoba dorosła nie wyciągnie rąk w Naszą stronę jak małe dziecko, to my powinniśmy tą dłoń wyciągnąć do Niej, ale często tego nie robimy – tak jest prościej. Samobójca nie cierpi na zewnątrz, ale wewnątrz. Chowa uczucia w środku, stymuluje je każdego dnia, a jeśli nie ma przy Nim nikogo – te uczucia w końcu nabierają efektu końcowego – decyzji o śmierci.
Spotykam się często ze śmiercią młodych osób, śmiercią samobójczą. Niektórzy twierdzą, że były to młode osoby, nastolatkowie więc ludzie tłumaczą to jako ‚głupota, małostkowe i młodzieńcze myślenie’ – a gdzie oni wtedy byli? Z własnego doświadczenia wiem, że dorośli często unikają oznak bólu i cierpienia u swoich dzieci. Tłumaczą, że to pierwsza miłość, całe życie przed Nami. Właśnie pierwsza, ale dla Nas na tą chwilę – najważniejsza.
Mogłabym mówić dużo na ten temat, ale to nie ze mną rozmawiać. Uważam, że osoby dorosłe powinny cofnąć się do młodzieńczych lat i przypomnieć sobie, co wtedy czuli, może wtedy by się nie bali rozmawiać ze swoimi dziećmi.
W tym świecie jest brak jakiegokolwiek zrozumienia, jakiegokolwiek wsparcia i empatii – tyle mam do powiedzenia.indeks

Cudownie jest mieć kogoś kto..

Cudownie jest mieć kogoś, kto tworzy naszą codzienność.
Kogoś, kto najmniejszymi gestami oraz najprostszymi słowami, lecz płynącymi prosto z serca, nadaje naszemu życiu sens.
Cudownie jest mieć kogoś, kto będzie przy nas zawsze, bez względu na godzinę, na dzień, na inne obowiązki, nawet na pogodę. Kogoś, kto nas przytuli oddając nam swoje ciepło i pozwalając usłyszeć nam bicie serca danej osoby, uderzające lekko o klatkę piersiową.
Bo cudownie jest mieć kogoś, kto obdarowuje nas swoją miłością, budząc nas porannym pocałunkiem, w ciągu dnia przesyłając nam ogrom swojego uśmiechu, a zasypiając pozwalając nam czuć się bezpiecznym i wartościowym człowiekiem.
Cudownie jest mieć kogoś, kto żyje dla nas, a my żyjemy dla niego/dla niej.tumblr_n6arbeuqFW1ttisaao1_500

W życiu bowiem istnieją rzeczy, o które warto walczyć do samego końca, jakie to są dla Ciebie rzeczy?

Czasem pomimo, że nie jest łatwo, że nieustannie, czuć gorzki smak rozczarowania, zranienia i cierpienia trzeba walczyć. Po prostu czujesz, że nie możesz inaczej, wiesz, że nie możesz się poddać choćby nie wiem co. Nie ma żadnej gwarancji, że Twoja walka przyniesie spodziewane efekty, że się uda – nigdy nie ma takiej gwarancji, jednak nie wolno zostawiać niezagaszonego do końca płomienia… Zostawienie to pójście na łatwiznę. Nie wolno nam tego robić.Wszystko co się zadziało musiało się zadziać. I nie mam żalu do losu, że się zadziało. Nie mam żalu do nikogo, do siebie też nie. Wiem, że się zadziało, bo zadziać musiało, gdyż w życiu nie ma przypadków, a wszystko co się dzieje, dzieje się w konkretnym celu, po coś. Dziś jestem pewna, że mimo wszystko nie mogę i nie chcę przestać chcieć. Nie mogę i nie chcę przestać się starać. Nie mogę i nie chcę przestać walczyć i nie mogę i nie chcę przestać kochać. Nie tylko dla siebie. Zwłaszcza nie dla siebie. Często w tej walce bywają dni totalnej rezygnacji, czujesz, że już nie masz sił, patrzysz i widzisz rzeczy, które bolą, mimo to czujesz, że musisz, nie tylko dla siebie. Czujesz że kochasz… I to ta miłość Cię trzyma przy nadziei i dodaje sił do walki. To ona każe stać w pogotowiu i czekać z wiarą, gdzie już wszyscy przestali wierzyć. Jednego dziś jestem pewna; nie chcę się poddawać i wiem, że nie mogę odpuścić. Czuję, że nie powinnam – choć słyszę, że nie ma już szans. Życiu i ludziom trzeba dawać wciąż nową szansę. O ludzi czasem trzeba zawalczyć. Muszę wierzyć i próbować, nie tylko dla siebie. Można zrezygnować i odpuścić. Bo już nie ma sił. Bo już wszystko mówi: to nie ma sensu. I stracić, być może, najważniejszą swoją i czyjąś szansę, która nigdy się już nie powtórzy.aa

Czy rezygnując z kogoś można uczynić go szczęśliwym? Czy można zabić w sobie, miłość, aby ta druga osoba była szczęśliwa kochała inną/innego? Czy jest możliwe przestać kochać, jeżeli kocha się naprawdę? Czy najwyższą ceną jest śmierć, czy zabicie własnych uczuć?

„Czy rezygnując z kogoś można uczynić go szczęśliwym?” – jeżeli druga osoba bardzo tego chce, myślę, że nie mamy wyjścia i chcąc, nie chcąc musimy sobie odpuścić. Ale wiem też, że druga osoba chciałaby na pewno dalej utrzymywać z nami kontakt. Wtedy nie dręczyły by ją wyrzuty sumienia, po odtrąceniu nas, i mogłaby normalnie funkcjonować. Można powiedzieć, że byłaby szczęśliwa i z ukochaną/nym i powodu, że Ty nie jesteś związana uczuciem samotności i wyrzucenia z czyjegoś serca.

„Czy można zabić w sobie, miłość, aby ta druga osoba była szczęśliwa kochała inną/innego?” & „Czy jest możliwe przestać kochać, jeżeli kocha się naprawdę?” – jestem świadoma tego, że miłość nie jest prostym uczuciem i nie można tak po prostu go z siebie wyrzucić. Ale wiem też, że uczucie to, najzwyklej zaniedbane – zanika. Miłość może przetrwać tylko wtedy, gdy jest odwzajemniana.”Czy najwyższą ceną jest śmierć, czy zabicie własnych uczuć?” – tutaj bez wahania odpowiem, że zabicie własnych uczuć jest właśnie tą ‚najwyższą ceną’. Uważam, że nie warto tracić cennego daru od Boga, jakim jest życie. Nigdy nie powinniśmy nim hańbić. Wszystkie uczucia zanikają. Zależy to od czasu, dbałości i samego serca. Miłość długotrwale zaniedbywana i nieodwzajemniona – zanika.

yt

Przede wszystkim chciałam powiedzieć, że zadałaś bardzo trudne pytanie, nad którym zastanawiałam się juz 3 dni i dalej nie mogę nic wymyślić. Być może nie będzie to dla Ciebie (i dla innych) dość wystarczająca odpowiedź, ale w każdym razie postaram się.”Czy rezygnując z kogoś można uczynić go szczęśliwym?” – jeżeli druga osoba bardzo tego chce, myślę, że nie mamy wyjścia i chcąc, nie chcąc musimy sobie odpuścić. Ale wiem też, że druga osoba chciałaby na pewno dalej utrzymywać z nami kontakt. Wtedy nie dręczyły by ją wyrzuty sumienia, po odtrąceniu nas, i mogłaby normalnie funkcjonować. Można powiedzieć, że byłaby szczęśliwa i z ukochaną/nym i powodu, że Ty nie jesteś związana uczuciem samotności i wyrzucenia z czyjegoś serca.”Czy można zabić w sobie, miłość, aby ta druga osoba była szczęśliwa kochała inną/innego?” & „Czy jest możliwe przestać kochać, jeżeli kocha się naprawdę?” – jestem świadoma tego, że miłość nie jest prostym uczuciem i nie można tak po prostu go z siebie wyrzucić. Ale wiem też, że uczucie to, najzwyklej zaniedbane – zanika. Miłość może przetrwać tylko wtedy, gdy jest odwzajemniana.”Czy najwyższą ceną jest śmierć, czy zabicie własnych uczuć?” – tutaj bez wahania odpowiem, że zabicie własnych uczuć jest właśnie tą ‚najwyższą ceną’. Uważam, że nie warto tracić cennego daru od Boga, jakim jest życie. Nigdy nie powinniśmy nim hańbić. Wszystkie uczucia zanikają. Zależy to od czasu, dbałości i samego serca. Miłość długotrwale zaniedbywana i nieodwzajemniona – zanika.

Pokochać Samotność.

Świat pędzi jak pociąg, wraz z coraz większymi osiągnięciami nauki, wzrasta szybkość naszego życia. Janusz L. Wiśniewski napisał w „Opowieści dworcowej”, że aby poczuć swoją samotność trzeba się zatrzymać. Trzeba przestać pędzić wraz z pociągiem życia i zwolnić nieco…  Myślę, że niezależnie czy ktoś pędzi by zapomnieć, czy też pędzi by „mieć”, w końcu następuje ta chwila zadumy nad sobą i życiem. Czasem są to święta, spotkanie z przyjaciółmi, a czasem jakieś nieoczekiwane wydarzenie lub tylko słowa, które zapadły głębiej niż inne. Kiedy już człowiek się zatrzyma, widzi obok ludzi uciekających przed samotnością, bojących się samotności, chorujących na samotność… Samotność - „dżuma naszych czasów”.  Myślę, że to nie chodzi o brak drugiego człowieka obok, bo jego braku nie zastąpi tłum. Można być samotnym w tysięcznym tłumie i nie być samotnym jako jedyny człowiek na pustyni. Można być samotnym we dwoje i w gronie przyjaciół. Samotność to stan świadomości. Dlatego też może być sterowana naszym mózgiem, myślami, naszymi obawami i fobiami, naszą psychiką. Tak naprawdę każdy człowiek jest w życiu sam. Prowadzi swoje życie, steruje nim sam i ponosi konsekwencje własnych słów, decyzji i czynów. Nie pomoże tu tak bardzo pożądana wielka miłość i obecność obok ukochanego czy przyjaciela. Często nawet nie czujemy tego trzymania za rękę, cierpimy w samotności, myślimy w samotności, czujemy w samotności. Może ciężko w to uwierzyć kiedy się marzy o wielkiej miłości z napisem „żyli długo i szczęśliwie”. Może ciężko zrozumieć, kiedy myśli nasze ograniczają się do poszukiwań drugiego człowieka, tak za wszelką cenę, żeby tylko nie być samotnym. Samotnym się jest, tak jak pisze Wiśniewski, od urodzenia aż po śmierć. W tej samotności nie może nam pomóc żaden człowiek. Ileż ludzie przeżyli już, przeżywają lub będą przeżywać sytuacji, kiedy przekręcając się z boku na bok nocą i patrząc na śpiącą sylwetkę obok, równo i spokojnie oddychającą, nie budzą jej. Nie próbują nawet podzielić się problemem, zmartwieniem, myślami… Nie ważne, czy z miłości chcą podarować kochanemu czy kochanej spokojną noc, czy też wyczuwają obcość i brak zrozumienia z drugiej strony.  Jesteśmy sami, we własnej człowieczej samotności. W samotności podejmowania decyzji, kształtowania własnego światopoglądu, własnego zdania na tematy różne i własnego gustu.  Może właśnie tu jest miejsce dla Boga? Może właśnie dlatego istnieje, aby wypełnić tę lukę w ludzkiej świadomości (narodzin, kształtowania własnego człowieczeństwa, cierpienia i śmierci),  której nie można wypełnić innym człowiekiem? Strach przed samotnością bywa ogromny. Zawsze czujemy się silniejsi  w towarzystwie. Ale czy jest się czego bać? Przecież wystarczy tylko polubić bycie ze sobą, polubić siebie… Wystarczy tylko pokochać swoją samotność… Tak naprawdę boję się tylko jednego… niedołęstwa…4w3

Opisz mi swój wymarzony świat.‎

Wymarzony Świat!
To całkiem fajna sprawa.
Świat bez bólu,smutku, cierpienia, wyzwisk, ran, kłótni, fałszywych ludzi, zboczeńców, gwałcicieli, tragedii, śmierci.
Przenoszę Was w krainę moich marzeń!
Płyniemy drewnianą łódka,którą lekko odpychają strumienie wody.Płyniemy.
Płyniemy w stronę marzeń.
Widzimy mały domek, w domku szczęśliwą rodzinę spożywającą posiłek.Co najważniejsze szczęśliwą rodzinę.
Po drodze ku naszym marzeniom napotykamy nadzieję.
Nadzieję,która w nas wierzy, która daje nam siłę, by wierzyć w lepsze jutro.
Tak, a teraz po przytulasku!
To ciepło!Ah…
Nadzieja odprowadza nas na zieloną łąkę, pełną różnego rodzaju kwiatów,ziół.
Wyciąga rękę. Opuszkami palców dotyka nieba.
Rozsypuję wokół nas pył.Ni to pyłek kwiatów, ni ziół.
Unosimy się!Widzisz widzisz! To przecież my!
Stacja:Dzieciństwo.
Zza drzwi wysuwa się nos mamy.
„Jak ty wyglądasz!?Marsz do łazienki”,”Chodź do domu,już koniec na dzisiaj!”.
Zajadasz masę kanapek, popijając jedzenie ciepłym mlekiem, prosto od krowy.
Kładziesz się spać.
Mamusia wyciąga twoją ulubioną książeczkę, którą znasz na pamięć, jednak uwielbiasz jej treść.
Słyszysz przy tym głos osoby,którą tak bardzo kochasz. Czy to nie piękne?
W końcu zasypiasz.
Widzisz to światełko?! Bo ja tak!To tam na końcu!Widzisz?
Wyruszamy w stronę światła.
Zamykamy oczy.Przenosimy się tam.Tam gdzie mieszkają szczęśliwe duszę.
Słyszysz gołębie. Pojawiają się znikąd .Ciągną nas za białe szaty,lekko unosząc nad ziemią.
Coraz wyżej,pierzaste chmury. Nabieram je na dłonie,zachowuję,bo myślę,że wrócę.
Po chwili widzisz ich, tych, których tam na dole nie ma.
Babcia.Dziadek. Ciocia. Mama. Tata. Wujek. Siostra. Brat.
Tęskniłe(a)ś?
Bo ja bardzo!
Wiesz ja tu zostaję!Nie wiem jak ty.
Odpowiadasz”Wracam”.
Pamiętaj, że będę na Ciebie czekać, tu w krainie wiecznej szczęśliwości.
Nie zapomnij!
„Nie zapomnę!”
Żegnaj! yt

Przeprowadzka

Nie chciałam się przeprowadzać bo żyłam na wsi, tu miałam dużo przyjaciół, byłam tu lubiana. Wróćmy do Siedziałam z moją najlepszą przyjaciółką, na pierwszej lekcji była godzina wychowawcza. Wychowawca zaczął rozdawać stare legitymacje. Podszedł do mojej ławki i podał mi moją legitymację i powiedział, że jest mu bardzo przykro. Nie wiedział o co mu chodzi. Po chwili przyszło mi do głowy, że to może chodzić o sprawdzian szóstoklasisty, ale się myliłam. Wychowawca skończył rozdawać legitymacje, podszedł do biurka. Powiedział: „Przykro mi, ale za rok w gimnazjum będzie nas o jedną osobę miej”. Wszyscy zaczęli się rozglądać po całej klasie. A Pan Kowalczyk dodał: „Dorota, może nie wiesz jeszcze ale…” i nie skończył. Zaczął szukać czegoś w swojej teczce. Wyciągną podania do gimnazjum. Zaczął szukać. Znalazł. Popatrzył się chwilę. Zrobiło mu się smutno. Zaczął iść z moją stronę ja uż wtedy wiedział, że coś jest nie tak. Podszedł do mnie, popatrzył się na mnie zrobiło się wszystkim żal wychowawcy i mnie. Położył podanie i podsuną do mnie. Ja na niego spojrzałam ze łzami w oczach. Powiedział: „jak widać Dorota nie będzie już z nami chodzić do szkoły. Dorota proszę daj to podanie twoim rodzicom, bo dzwonili do mnie żebym ci je oddał, ponieważ zmieniasz szkołę. Przykro mi z tego powody ale chyba już nie ma odwrotu.” Łzy mi pociekły po policzku. Wszyscy zaczęli się na mnie patrzeć, pocieszać mnie, mówi, że wszystko będzie dobrze i pytali dlaczego? JA nie mogłam nic odpowiedzieć, bo nic nie wiedziałam. Wcześniej trochę źle się z rodzicami dogadywałam i może dla tego mi jeszcze o tym nie powiedzieli. Poszłam po lekcjach zaraz do domu. W domu zastałam rodziców zawołali mnie o kuchni i powiedzieli, że obiad już gotowy. Ja ze łzami w oczach zeszłam na duł rodzice zaczęli pytać co się stało ja milczałam, po chwili powiedziałam że się dowiedziałam o przeprowadzce oni zaczęli milczeć ja rzuciłam podanie do mojego gimnazjum no teraz to już byłego gimnazjum na stół. Mama powiedziała: „Córciu przepraszamy cię za to ale dostaliśmy tam lepszą pracę i planujemy kupić mieszkanie” ja odpowiedziałam: „dla was liczy się tylko praca i pieniądze, ale moje szczęście to nie! Kuba nie będzie się tym przejmował, bo to jest chłopak, ale ja tak, bo przez was tracę przyjaciół i wszystko co chciałam, nigdy was nie obchodziłam robiliście wszystko bez mojej świadomości dziękuję wam za to! nienawidzę was!” i wyszłam trzaskając drzwiami. Po drodze spotkam mojego starszego brata o rok Kubę słyszał moją rozmowę a raczej kłótnię z mamą i tatą. Zszedł on na duł i zapytał czemu ich nie zapytamy o zdanie. Oni po prostu milczeli. Ja znalazłam żyletkę zaczęłam się ciąć, na początku bolało i piekło potem nic nie czułam. Czułam wtedy tylko nienawiść do rodziców i chęć śmierci. Ręce zaczęły mocno krwawić. Ja sie położyłam i zaczęłam płakać. Myślałam że to tylko zły sen. Po chwili zasnęłam. rano obudziłam się cała w krwi. Nie odezwałam się do rodziców i nie zjadłam śniadania.

Co jest na tym świecie najgorsze ?‎

Na tym świecie jest dużo rzeczy złych … Z dnia na dzień jest ich coraz więcej i więcej..
Ludzie zapominają co to TOLERANCJA…
Ludzie zapominają co to prawdziwa przyjaźń , miłość i szczęście..
Ludzie noszą w sercach ból i szarość ..
Coraz więcej na świecie jest monotonności.. Monotonności , która zabija…
Coraz więcej na świecie jest fałszu i nienawiści..
Coraz mniej ludzi jest dobrych , o wspaniałych sercach …
Coraz mniej ludzi docenia osoby , które są tego warte ..
Ludzie nie walczą o cele i marzenia…
Ludzie udają naszych przyjaciół aby tylko nas zranić …
Ludzie zabijają się …
Ludzie gubią się w życiu …
Ludzie , dzielą się na klasy..
Ludzie wyśmiewają się z siebie..
Ludzie zatracają się w wirze kariery i pieniędzy..
Ludzie odtrącają od siebie swoich przyjaciół , rodzinę i szczęście..
Ludzie nie cieszą się z małych chwil szczęścia..
Ludzie zapominają co to pomoc…
Ludzie stają się robotami, które mają skamieniałe serca..
Ludzie przechwalają się tym co mają tym którzy chcieliby to mieć ale nie mogą …
Matki zabijają dzieci..
Ludzie zapominają co to wiara..
Ludzie mimo że żyją są już martwi..
Ludzie są potworami wobec słabszych …
Ludzie nie szanują się …
Ludzie słabi , którzy mają problemy mimo że krzyczą pomocy , nikt ich nie słyszy..
Ludzie z dnia na dzień są coraz gorsi.. Zapominają co to dobro… Nie chcą mieć zalet ..
Zapominają co to zalety … Wolą być pełni wad.. złości .. nienawiści.. Wolą być kimś kim kiedyś nie chcieliby być …Ludzie zatracają się i zmieniają nawet o tym nie wiedząc…

,,Życie za­biera nam war­tościowych ludzi. Jest jak wąż, który czając się na swo­ja ofiarę , bez­sze­les­tnie atakuje w naj­mniej ocze­kiwa­nym mo­men­cie. Wy­sysa z niej całą miłość , którą żywiła do nas. Po­zos­ta­wia tyl­ko po pros­tu „ciało” , które z ka­mienną miną ob­chodzi nas sze­rokim łukiem. Na tym po­lega zmiana człowieka na gor­sze. Nie na nosze­niu ce­lowo pop­la­mionych spod­ni, czy ma­lowa­niu paz­nokci ciem­niej­szym ko­lorem. Jeśli kiedy­kol­wiek poczu­jecie , że ko­goś stra­ciliście, bo zmienił go świat to zro­zumiecie o czym mówię .
” Ta­kie jest życie ” – po­wie­dział i od­szedł, nie wiedząc , że właśnie po­siekał jej ser­ce na ma­leńkie ka­wałeczki..” . 

Kolejny smutny dzien .

Pewnego dnia wracam ze szkoły. Miałam kolejny straszny dzień. Jestem gotowa się poddać. Weszłam do swojego pokoju, zamknęłam drzwi, i wyjęłam swój własny napisany list samobójczy. Przepisywałam w kółko i w kółko, i w kółko. Wyjęłam żyletkę i chciałam się pociąć po raz ostatni. Chwyciłam butelkę z tabletkami i połknęłam je wszystkie. Położyłam się, trzymając list na klatce piersiowej i zamknęłam swoje oczy po raz ostatni. Kilka godzin pózniej, mój młodszy braciszek puka do moich drzwi i mówi mi, że obiad jest gotowy. Nie odpowiadam, więc brat wchodzi do mnie. Zobaczył mnie leżącą na łóżku i pomyślał, że pewnie śpię. Powiedział o tym mojej mamie. Moja mama wchodzi do pokoju i próbuje mnie obudzić. Nagle, zauważa coś dziwnego. Wzięła kartkę z mojej klatki piersiowej i przeczytała. Zaczęła szlochać, kiedy starała się mnie obudzić. Zaczęła krzyczeć moje imię. Mój brat, był tak zdezorientowany, że pobiegł do naszego ojca i powiedział mu… : „Mama płaczę, a siostra nie chce się obudzić”. Tata pobiegł do mojego pokoju. Spojrzał na swoją płaczącą żonę, wziął od niej list i usiadł koło mojego martwego ciała. Pogniótł list i zaczął krzyczeć. Krzyczy i rzucił czymś o ścianę. Następnie upada na kolana i zaczyna płakać. Mama czołgami się do niego i przytula go, razem płacząc. Następnego dnia w szkole, zostaję to ogłoszone. I mój dyrektor, mówi wszystkim o moim samobójstwie. Wystarczy tylko kilka sekund, żeby wszyscy posmutnieli i zamilkli. Każdy się obwinia. Nauczyciele, wmawiają sobie, że było dla mnie za surowi. Popularne dziewczyny, myślą o tych wszystkich rzeczach, na których na mnie powiedziały. Chłopak, który mnie drażnił i wyzywał, nienawidzi siebie za to, że wcześniej mi nie powiedział, jaka jestem piękna. Moi przyjaciele? Zaczęli szlochać, zastanawiając się, jak mogli nie zauważyć, że coś było nie tak, i że mi nie pomogli jak nie było jeszcze za późno. A moja najlepsza przyjaciółka? Jest zaskoczona. Nie może w to uwierzyć. Ona wiedziała, co przeżywałam, ale nigdy nie wiedziała, że to było, aż takie złe… To było na tyle złe, aby to zakończyć. Ona nie płacze, ona nic nie czuje. Ona wstaję, wychodzi z klasy i po prostu upada na podłogę. Drży, krzyczy, ale nie płacze.