Stoje na wysokim klifie. Jestem sama, na morzu nie widać statków.

Siadam, opuszczam nogi, i patrzę na fale uderzające o skalisty brzeg.
Patrząc w ten bezkres i siłę morza, uświadamiam sobie swoją kruchość.
Czy ja, taki mały człowiek, mogę się równać z taką nieprzemijającą potęgą?
Po chwili jednak moją głowę nawiedzają tuziny innych chorych myśli.
Zastanawia mnie, jak to by było skoczyć i spadać … i spadać bez końca.
Tonąć we wszystkich uczuciach i melodiach tego morza, poznać jego historie.
Mimo wszystko otacza mnie tutaj spokój, wokół panuje cisza, nikogo tu nie ma.
Jednak nie doskwiera mi samotność, towarzystwo wiatru wystarczy.
On delikatnie muskając mą twarz uspokaja mnie i kołysze niemal jak do snu.
Bujając swobodnie nogami, kładę się na miękkiej trawie porastające klif.
Kolejny bezkresny obiekt mojej uwagi, niemal równie piękny – niebo.
Miliony gwiazd błyszczących niczym najdroższe diamenty patrzą teraz na mnie.
Czy one także uważają mnie za kruchego człowieka, przemijającego wraz z chwilą?
Cudownie byłoby się wzbić w to nocne powietrze i zapytać je o to.niemamy