Myśli samobójcze.Męczą.Nienawidze ich.

Przychodzą one każdego dnia.
Wdzierają się niepostrzeżenie do mojej głowy i wędrują do myśli.
Wbijają się w nie swoimi haczykami i nie mogę ich oderwać.
Nie wiem dlaczego się tam znajdują.
Czasem patrzę w lustro i widzę w nim kogoś, kogo w ogóle nie znam.
Zastanawiam się kim jest ta osoba i co ona robi.
Do czego ona dąży?
Czego pragnie od życia?
Mam ochotę uderzyć pięściami w lustro, chcę patrzeć jak tłucze się na małe kawałki.
Potem pozbierać je i pochować gdzie tylko się da, abym więcej nie musiała patrzeć na to co pokazuje.
Bo samo patrzenie boli. A dlaczego?
Bo ukazuje mi prawdę.Mogę się okłamywać, że jest inaczej, ale ono zawsze pokaże mi prawdę.
Żałuję, że nie umiem docenić tego co mam.
Nie każdy ma tak dobrze jak ja.
Potrafię tylko ranić i zadawać ból innym.
W tym jestem dobra.Nikt tak nie potrafi.
Jestem pasożytem , który czerpie korzyści i zabija dzień po dniu wszystkich, którzy chcą mi pomóc i którzy mnie kochają.Inaczej nie potrafię.
Zamiast być wdzięczną za to, że nikt mnie nie bije, mam dach nad głową i wszyscy chcą mojego szczęścia, ja odpłacam im się w taki, a nie inny sposób.

Nie umiem inaczej.
Nie umiem być tym kim być powinnam.
Nie umiem myśleć o innych.
Nie umiem kochać.
Nie umiem normalnie żyć.

gfdfh

Moje idealne popełnienie samobójstwa.

Stałabym na wysokim klifie.
Ubrana w białą sukienkę, która sięgałaby do moich kostek.
Czułabym Ziemię , pod bosymi i zimnymi stopami.
Włosy byłyby rozpuszczone i mokre od deszczu, który spadałby z nieba , które byłoby zasnute dużymi,ciemnymi chmurami.
Deszcz uderzałby w taflę wody, niczym łzy , które lecą i nie chcą przestać.
Zacząłby wiać wiatr , który kołysałby drzewami w takt cichej i smutnej melodii,
która wydobywałaby się z moich ust.
W głowie zacząłby się film , złożony z moich wspomnień.
Z tych , których pozazdrościłby mi każdy i z takich , przez które znalazłam się właśnie tu, a nie gdzie indziej.
Przypomniałabym sobie o dniach, które były tymi najlepszymi i za które powinnam dziękować oraz te , przez które cierpiałam i czułam ból.
Podeszłabym na sam skraj urwiska i rozłożyłabym ręce przechylając się do tyłu.
Zaczęłabym spadać jak ptak , który zaczął uczyć się latać i nie wie do końca jak zacząć to robić.
Jednak on zacząłby machać swoimi skrzydełkami z całych sił i wznosić się wysoko ,by czuć jak to jest wygrywać i czuć smak zwycięstwa.
Mi nie byłoby to dane , bo swoje skrzydła dawno oderwałam i zostawiłam tam gdzie nikt ich nie znajdzie.Czy czuliby ból i cierpienie , że mnie nie będzie?
Czy płakaliby ze smutku , że tak teraz będzie?
Czy uwierzyliby w to , że teraz lepiej będzie?
Czy wiedzieliby o tym , że ich kochałam i kochać będę,
bo dali mi życie i szczęście , które straciłam,
bo myślałam , że tylko gorzej będzie?
Skoczyłam z tego klifu do morza , które pochłonęło mnie całą
i wciągnęło tak głęboko , bo pomóc mi chciało stracić życie , które dopiero się zaczęło i skończyć tak szybko się miało.

aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa